Szwendacza odziedziczyłam po tacie marynarzu. Na początku świat chłonęłam z kanapy motocykla.. Potem pojawił się rower. Szybko okazało się, że są miejsca, gdzie nie da się ot tak wjechać, pozostała wspinaczka. Do kompletu dopłynął kajak i trochę spacerów na własnych nogach, bo polubiłam ten wysiłek przy braku silnika. Trwało to kilka lat, ale wszystko się wyjaśniło, to droga jest najważniejsza! A jak w drogę, to z najlepszym przyjacielem. Wizyta w schronisku przyniosła Lotka, który od kilku lat towarzyszy w różnych wypadach! W nasz kompot wpadła Śliwka. Miała być na chwilę, by nie trafić do schroniska, ale jakoś została. Dopieszczamy jeszcze nasz dom na kółkach, i choć nie jest to wymarzona T3, to w niejednym miejscu już zamieszkaliśmy a z każdego bezpiecznie wróciliśmy!

Ty właśnie trafiłeś (trafiłaś) do mnie na wiaderko kawy i pełne wspomnień opowieści, więc usiądź wygodnie przed monitorem i przechadzaj swobodnie… Masz ten przywilej, że jak zanudzi Cię moje gadanie lub nie polubisz wirtualnego skrawka ziemi możesz po prostu zamknąć stronę bez szkód dla otoczenia, siebie no i mnie.